sobota, 4 listopada 2017

#Sarah J. Maas - Dwór mgieł i furii

- Za tych, którzy spoglądają w gwiazdy i marzą, Rhys.
- Za gwiazdy, które słuchają. I marzenia, które się spełniają.


   Z przeczytaniem tej książki zwlekałam ponad pół roku i to nie dlatego, że pierwsza część mi się nie podobała - było wręcz na odwrót. Jeśli macie jakiekolwiek pojęcie o książkowej sferze, to na pewno nieraz słyszeliście o tej serii lub o którymkolwiek tomie. Dwór mgieł i furii jest o wiele bardziej wychwalany niż poprzednia część. Cofnę się trochę w przeszłość - Dwór cierni i róż wywarł na mnie ogromne wrażenie, nawet mimo tego, że fabuła nie ciągnęła się zaskakująco szybko i nie opadła mi szczęka, kiedy skończyłam czytać tę lekturę. Ale co się dziwić? To jest pierwszy tom, a w nim zostajemy powoli wprowadzeni do tego świata, który tak naprawdę został stworzony od zera i jak na ponad pięćset stron, Maas dała radę i poradziła sobie bezbłędnie.

   Nad tą niebieską cegiełką spędziłam trochę czasu, nawet więcej niż się spodziewałam. Fabuła nie wciągnęła mnie od razu z samego początku. Po jakichś trzystu stronach odstawiłam tę książkę na ponad miesiąc i kompletnie zapomniałam, że ją czytam. Co najlepsze, nie było to spowodowane tym, że lektura mi się nie podobała. Z perspektywy czasu myślę, że głównym powodem było to, jak długo czekałam z przeczytaniem tej książki, przez co nie mogłam się w nią "wbić". Na szczęście to minęło i gdy pewnego dnia usiadłam na fotelu, aby dalej ją kontynuować - przepadłam po całości. 

   Jestem ogromnie podekscytowana na samą myśl o tym, w jaką stronę podążyła Sarah J. Maas. Nie sądziłam, że drugi tom tak bardzo rozbuduje fabułę, pod każdym względem. Akcja nie jest monotonna ani nie tkwi w jednym miejscu. Ciągle przenosimy się na inny teren, w którym dzieją się najróżniejsze rzeczy, czasem takie, których się kompletnie nie spodziewamy. Wszystko zostało bardziej poszerzone i rozbudowane. Bohaterów również mamy więcej, zwłaszcza tych nowych. Mówię tutaj o ekipie Rhysanda, który oprócz Feyry jest głównym bohaterem tego tomu, co jest naprawdę fantastyczne. Nie sądziłam, że autorka tak poszerzy moje horyzonty, jeśli chodzi o jego postać. 

   Jak się okazało wraz z zakończeniem Dworu mgieł i furii, Maas już w trakcie pisania pierwszej części wiedziała do czego dąży ta fabuła. Nic nie zostało specjalnie naciągnięte, aby pieniądze zgadzały się ze sprzedaży. Autorka zdawała sobie sprawę z każdego detalu, co wychodzi na jaw dopiero w trakcie czytania drugiego tomu. Przyznam, że byłam w szoku i dwa razy wracałam do pierwszej części, aby jeszcze raz przeczytać różne fragmenty, które miały istotny wypływ na dalszą fabułę. To "drugie dno" poznajemy dopiero w tym tomie, także jeśli czytaliście pierwszą część i słabo Wam się podobała, to wierzcie mi, że Dwór mgieł i furii wynagrodzi Wam wszystko.

   Osobny akapit chcę poświęcić bohaterowi jakim jest Rhysand i jego paczce przyjaciół - Mor, Amrenie, Kasjanowi i Azrielowi. Już wspomniałam, że Rhys staje się jednym z głównych bohaterów tej części, co mnie kompletnie nie dziwi. Wcale się nie dziwię, jak wiele czytelniczek szaleje za tym bohaterem, gdyż moje serce również skradł. Uwielbiam to, jak Sarah wykreowała tą postać. Rhysand jest idealny pod każdym względem i nie mówię, że ma same zalety, ale zdecydowanie przeważają one nad wadami. Wraz z późniejszymi wydarzeniami poznajemy powody, dlaczego jego zachowanie jest momentami nieobliczalne. Przyjaciele Rhysa, tak jak on - spełniają ważne zadanie w tej części. Nie zostają oni odstawieni na margines. Są bohaterami większości wydarzeń, dzięki czemu możemy poznać ich bliżej. Ogromnie się cieszyłam, że książę Dworu Nocy ma takie wsparcie.

   Jeśli chodzi o główną bohaterkę - Feyrę, do niej przez 75% lektury miałam mieszane uczucia. Dopiero wraz z zakończeniem spodobało mi się jej zachowanie, które niestety przez większość powieści było momentami irytujące. Ta postać przechodzi ogromną metamorfozę od Dworu cierni i róż. Myślę, że czytając pierwszy tom, byłabym zaskoczona jaką osobą była wtedy, a jaka jest teraz. Oczywiście ta zamiana jest na plus. Zakończenie szalenie mnie zdziwiło, ponieważ nie podejrzewałam, że tak potoczy się ta cała sytuacja. Faktycznie jest tak, jak pisali inni - końcówka jest mocna. Strasznie się stresowałam tym co może się wydarzyć i byłam wściekła na autorkę, która praktycznie wywołała u mnie zawał serca. 

   To naprawdę intensywna część, w porównaniu do jej poprzedniczki. Dzieje się o wiele więcej, spotykają nas duże zwroty akcji i mamy bardziej rozbudowanych bohaterów, których możemy poznać bliżej i przeżywać z nimi wszystkie ważne wydarzenia. Sarah J. Maas zaskoczyła mnie swoją pomysłowością i oryginalnością. Jest naprawdę niezawodna w tym co robi, a jej książki temu dowodzą. Nie wspomniałam nic o jej piórze, gdyż to Maas - bez zmian, dalej pisze cudownie, przejrzyście i każdym rozdziałem wciąga mocniej i trzyma w napięciu.

★★★★★


Książka należy do serii "Dwór cierni i róż":
Dwór cierni i róż | Dwór mgieł i furii | Dwór skrzydeł i zguby 

piątek, 28 lipca 2017

#Connie Willis - Pojedynek na słowa

- Wiesz, kogo najczęściej ludzie okłamują? Siebie. Są mistrzami samooszukiwania.


   Niezbyt odległa przyszłość. Social media zawładnęły życiem, każdy chce wszystko wiedzieć o innych. Nawet uczuć nie trzeba wyznawać słowami. Wystarczy... je poczuć, aby dotarły do drugiej osoby. Dzięki EED, drobnemu zabiegowi mózgu, który tworzy między zakochanymi specyficzną więź. To lepsze niż zaręczyny, bo przy zaręczynach musisz wierzyć w uczucia partnera, a tu po prostu wiesz. Briddey Flannigan jest zachwycona, kiedy jej chłopak Trent proponuje jej wspólne EED. I nic sobie nie robi z narzekań rodziny ani z rozpaczliwych prób odwiedzenia jej od tego pomysłu przez C.B., kolegę z pracy. Tylko, że kiedy Briddey budzi się po operacji, wcale nie czuje więzi z Trentem. W jej głowie odzywa się za to głos C.B. Wtedy Briddey dowiaduje się, że dostała znacznie więcej, niż chciała. A to dopiero początek jej kłopotów.

   Chyba jeszcze nigdy nie miałam okazji czytać książki z gatunku science fiction, tak mi się przynajmniej wydaje. Było to dla mnie coś nowego i zarazem fascynującego, w końcu fabuła (jak sami zauważyliście pewnie) brzmi naprawdę intrygująco. Nie jest to literatura po którą sięgam, gdyż zazwyczaj zaczytuję się w zupełnie innych powieściach, ale z racji tego, iż lubię sięgać po przeróżną tematykę - postanowiłam spróbować. Historia zapowiadała się naprawdę dobrze i koniec końców jest ona interesująca, lecz spodziewałam się po niej zupełnie czegoś innego.

   Ogromnym minusem tej książki jest główna bohaterka. Tak jak na samym początku i wraz z końcówką była ona dosyć znośna, tak przez cały środek dosłownie nie mogłam z nią wytrzymać. Nie raz miałam ochotę rzucić tę historię w kąt i o niej zapomnieć, ale nie z tego powodu, że jest ona zła, tylko z tego, że Briddey była nieznośna. Kłóciła się o bezsensowne rzeczy, mimo że nawet nie miała racji - ale i tak była pewna, że ją ma. Nie dopuszczała do głosu biednego C.B, który naprawdę chciał dla niej dobrze i było to widać na wylot. Czy tak trudno było jej zrozumieć, że kolega z pracy chce jej pomóc, a przy tym nie chce zepsuć i wpłynąć na związek z obecnym chłopakiem? Dramat.

   Nie polubiłam Briddey, ale za to pokochałam jej dziewięcioletnią siostrzenicę Maeve i samego C.B, który jest genialnym bohaterem. Te wszystkie zarzuty, które stawiała mu główna bohaterka były kompletnie bezpodstawne. C.B jest cichym, spokojnym i nie wyróżniającym się z tłumu mężczyzną. Dlaczego miałby chcieć zniszczyć komuś związek? To pytanie zadawałam sobie od początku książki, bo ponad wszystko nie mogłam zrozumieć głupiego zachowania Briddey. Ale już koniec użalania się nad tym aspektem. Pozostałe postacie są godne uwagi i jestem pewna, że tak jak ja nieźle ubawilibyście się przy ich zabawnych dialogach (zwłaszcza w rozmowach rodziny Briddey, która była strasznie nachalna i nadopiekuńcza).

   Fabuła jest oryginalna. W powieści pojawia się kilka terminów medycznych zwłaszcza z postępującą do przodu treścią i zapadło mi to w pamięć, ponieważ niekoniecznie wszyściutko zrozumiałam. Ogólnie sam pomysł na zabieg EED brzmi dosyć nietypowo, ale skutki jakie ta operacja przyniosła są dosłownie niesłychane. Te wszystkie komplikacje i problemy, które powstały przez EED dodały tej historii "smaczku". Na jaw wyszło wiele tajemnic, a historia i życie Briddey zaczęły mnie coraz bardziej intrygować. Nie wiedziałam, że to wszystko tak ładnie zwiążę się ze sobą i powstanie z tego spójna całość.

   Większość wydarzeń opiera się na temacie telepatii, a także na ogromnie długich rozmowach bohaterów, gdzie czasem jedna sytuacja trwa nawet przez kilka długich rozdziałów. Nie spotkałam się jeszcze z tak rozciągniętą fabułą, która teoretycznie dzieje się w krótkim czasie, ale jest aż tak rozpisana. Zetkniemy się również z tematyką komunikacji międzyludzkiej. Jest ona istotnym problemem poruszonym w autentyczny sposób. Wraz z podstępującą techniką taki rodzaj zabiegu mózgu kto wie czy nie będzie możliwy za kilka lat.

   Książki nie czytało mi się szybko, ale spędzony z nią czas był przyjemny i udany. Muszę jeszcze wspomnieć, że trakcie lektury przeszkadzał mi chaos - momentami ciężko mi było się połapać kto się z kim porozumiewa. Szkoda, że nie zostało to lepiej rozegrane, jednak pozycja bardzo dużo nadrabia na pomyśle. Nie uważam, że straciłam czas na tę powieść. Cieszę się, że ją poznałam, gdyż nie dość, że spotkałam naprawdę świetnych bohaterów, to koncept był wart tego wszystkiego, a samo zakończenie mnie usatysfakcjonowało.

   Pojedynek na słowa zabierze nas w przyszłość, która wcale nie jest taka idealna. Fabuła zawarta w tej pozycji jest bardzo prawdopodobna i możliwa do zrealizowania. Ostatecznie będę ją dobrze wspominać i uważam, że pierwszy raz z gatunkiem science fiction był udany. Mam nadzieję, że w przyszłości trafię na jeszcze lepsze książki z tej literatury. Na dodatek wydanie tej powieści, okładka - coś cudownego. Nie mogę oderwać od niej oczu. Wydawnictwo naprawdę się spisało.

★★★☆☆

~ O trzeciej nad ranem z głębin podświadomości wypływają na powierzchnię wszystkie wątpliwości i wyrzuty sumienia i nie dają spokoju.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros! :)